sobota, 13 maja 2017

Rozdział 3. "I am hanging over here waiting for the rescue, love"




Po wysłuchania długiego kazania Victorii Angelica zaczęła przygotowywać się do snu. Biorąc kąpiel wciąż wspominała przedziwne spotkanie z mężczyzną, którego nigdy dotąd nie widziała. Sevilla nie była dużą mieściną, tu prawie wszyscy się znali*. Kimkolwiek był przybysz na pewno nie pochodził stąd. Biegle posługiwał się bronią, więc nie był też zwykłym cywilem. Nie żeby listy gończe, zaścielające drzewa, które po drodze mijała pozostawiały jakieś wątpliwości. Był kryminalistą, złodziejem i mordercą... A jednak pomijając ich krótką walkę, którą zresztą sama sprowokowała, nie próbował jej skrzywdzić ani razu. 
Westchnęła ciężko nakładając przez głowę długą, białą koszulę nocną i spojrzała w lustro, które dostała od siostry Catheliny na dwunaste urodziny. Jej policzki wciąż były zarumienione z emocji a oczy błyszczały jak wtedy gdy czytała pasjonującą przygodową powieść, od której wprost nie mogła się oderwać i wyobrażała sobie siebie na miejscu bohaterów. Nawet przed sobą nie potrafiła ukryć,że nocna potyczka była najciekawszym co ją spotkało od dłuższego czasu.
 
Mierda* — zaklęła pod nosem uświadamiając sobie,że z tego wszystkiego zapomniała szpady, która leżała zapewne za beczkami wina, za którymi ukrywała się wraz z tym nikczemnikiem. Zawsze uważała,że w tak ciężkich czasach kobieta powinna znać parę sztuczek by móc się samodzielnie bronić, a tymczasem sama pozbawiła się idealnej okazji by je odrobinę potrenować. Siostry z pewnością nie byłyby szczególnie zadowolone  z jej poczynań, ale przecież wcale nie musiałyby o tym wiedzieć. To nie byłby pierwszy raz gdy zagrała im za nosie. 
Z rozmyślań wyrwał ją szelest dobiegający zza ściany, wprost z jej sypialni. Marszcząc czoło udałą się więc tam, ale nie ujrzała niczego podejrzanego. Już myślała,że się przesłyszała i zamierzała ułożyć się do snu, gdy zza otwartego okna dobiegło ją ciche dyszenie, skrobanie i ledwo słyszalne przekleństwa. Angelica mocniej ścisnęła moździerz, ale płomień świecy ani odrobinę nie zapewnił jej poczucia bezpieczeństwa.  Głośno przełknęła ślinę i zaczęła powoli kierować się w stronę okna. 
Okiennice były szeroko rozpostarte a w tych ciemnościach nie była w stanie dostrzec niczego. Hałas nasilał się z każdą sekundą. Serce tłukło jej się w klatce piersiowej niczym mały koliber gdy niepewnie i z wahaniem wychyliła się na zewnątrz. Początkowo nie widziała nic poza cieniem rozłożystego dębu, rosnącego pod oknem. Jej oczy potrzebowały kilku sekund by przyzwyczaić się do ciemności na tyle, aby dostrzec w tych mrokach skradające się po klasztornym murze stworzenie. Było za duże na pająka, ale zdecydowanie za małe na jakiekolwiek dzikie zwierzę, które przyszło jej do głowy. Wstrzymała oddech, stworzenie zbliżało się do okna. Gdy ujrzała męskie palce, przytrzymujące się parapetu i błysk ostrza w czyichś zębach krzyknęła z przerażeniem i zacisnęła powieki, z całej siły zatrzaskując okiennice. A przynajmniej próbowała, bo te odbiły się od czegoś, po czym z impetem uderzyły w ścianę. Towarzyszyły temu zaskoczony okrzyk pełny bólu i przekleństwa, których jako dama nie powinna powtarzać.
Angélica? Todo bien?** —  dobiegło ją wołanie siostry Anastazji zza drzwi. Jej pokój znajdował się piętro niżej, więc albo krążyła korytarzami sprawdzając porządek jak każdego wieczoru przed położeniem się spać albo hałas był na tyle głośny, by ją obudzić. Biorąc pod uwagę pózną godzinę Angelica stawiała raczej na to pierwsze. 
—   Tak, coś mi spadło —   odparła dziewczyna po hiszpańsku i jednocześnie ponownie wyjrzała za okno, gotowa by zobaczyć rozłożonego na ziemi nędznika, który śmiał zakradać się do jej sypialni.Zamiast tego jej oczom ukazał się ten śmieszny człowiek, z którym walczyła na placu. Jego ciemne dredy powiewały na wietrze a w wyszczorzonych zębach błyszczało ostrze noża. Musiał być niezwykle silny, skoro cały cięzar ciałą utrzymywał na jednej ręce. Drugą, która miała bliski kontakt z okiennicą, machał w powietrzu pojękując z bólu. Mimo to gdy ujrzał dziewczynę, wpatrującą się w niego z rozdziawionymi ustami nie mógł się nie uśmiechnąć. Intensywność jego niemal czarnych oczu była niepokojąca, boleśnie uświadomiła jej,że oto prezentuje się przed nim ubrana jedynie w cieniutką halkę i to spowodowało jej zmieszanie nawet w większym stopniu niż zaskoczenie tą niecodzienną sytuacją.Odrzuciła bujne loki na piersi i skrzyżowała ramiona mając nadzieję, że chociaż tak uchroni się przed jego natręnym spojrzeniem. 








—   Co pan tu robi? —   syknęła przez zęby.
—   Wiszę za oknem  czekając na ratunek skarbie —   odparł tym samym wypuszczając z ust nóż, ktory z cichym brzękiem opadł na trawę i wyszczerzył się w uśmiechu gdy na dźwięk słowa "skarbie" wydęła wargi ze złości. 
—     Pytam co pan robi tu, w klasztorze? —  uściśliła choć oczywiście zdawała sobie sprawę, że zrozumiał ją za pierwszym razem. 
—      To jest klasztor? —  udał zdziwienie — sądziłem,że takie demoniczne piękności rodzą się jedynie z plugawego łona. 


—     Mógłby pan jaśniej? —  zapytała Angelica marszcząc brwi w konsternacji. Gdyby mógł Jack zatarłby teraz ręce z uciechy. Takiego pytania właśnie od niej oczekiwał. 
—  Miałem po prostu nadzieję,że idąc po twoich śladach trafię do domu uciechy, nie domu bożego kochanie —    odparł i znacząco poruszył brwiami. Agelica z oburzeniem wciągnęła powietrze — teraz będziesz mi to musiała jakoś wynagrodzić. 


Jak pan śmie!? —krzyknęła z całą mocą, a trzeba przyznać, że pojemność płuc miałą pokaźną, bo Jack aż skrzywił się i potrząsnął głową jakby chciał odpędzić od siebie nastrętny dźwięk, bynajmniej nie teatralnym gestem. Po chwili rozległ się tupot stóp i ponowne pukanie do drzwi. 
Angelica dziecko, co ty tam wyprawiasz? — tym razem głos siostry Anastazji był bardziej natarczywy — wpuść mnie natychmiast — zażądała, ciągnąc za klamkę. Dziewczyna zawahała się na moment. W panice spojrzała na intruza, potem znów na drzwi za którymi niecierpliwiła się jej opiekunka. Kolejne wołanie sprawiło,że podskoczyła w górę jak młoda sarenka i niewiele myśląc zatrzasnęła okiennice. Usłyszała tylko stłumiony przez mury krzyk, ale nie miała czasu się nad tym zastanawiać, bo już otwierała drzwi, Czekająca za nimi siostra Anastazja stała z rękoma założonymi na pulchnych biodrach i z orlim nosem zmarszczonym w wyrazie dezaprobaty. 


Masz pojęcie która godzina dziewczyno? — zapytała w swoim ojczystym języku — co ty tu znów wyprawiasz? 
Ależ nic takiego — odparła Angelica  gdy kobieta weszła do jej sypialni. Była to skromna izdebka, pozbawiona miejsc mogących służyć do ukrycia czegoś potencjalnie podejrzanego, ale to nie przeszkodziło duchownej rozglądać się po niej z czujnością psa gończego. Już ona doskonale znała pomysły swojej podopiecznej.
— Siostro, miałam zły sen, krzyknęłąm ze strachu — zapewniała Angelica, przybierając na twarz najbardziej niewinną minę, na jaką było ją stać. Siostra Anastazja spojrzała na nią spod byka. 
Niech Bóg ma cię w swojej opiece — westchnęła, kręcąc głową i ruszyła w stronę wyjścia — do spania w tej chwili ! Jutro wstajesz z samego rana, nie myśl,że przez twoje ekscesy czeka cię jakaś taryfa ulgowa. 
Nieposkromione dziewczenisko, co ja się z nią mam, kiedyś dostanę zawału — mamrotala pod nosem, zatrzaskując za sobą drzwi. Dopiero gdy odgłos jej kroków ucichł zupełnie Angelica w chwóch susach doskoczyła do okna i wyjrzała na zewnątrz. Wbrew jej obawom i tym razem nie ujrzała intruza rozpłaszczonego pod jej ukochanym dębem ani, co bardziej ją ucieszyło, zwisającego z gzymsu jak to było jeszcze dziesięć minut temu. 
"Uff, chyba jednak nie mam na sumieniu morderstwa" pomyślała z ulgą. Z takiego grzechu naprawdę ciężko byłoby uzyskać rozgrzeszenie podczas niedzielnej spowiedzi. 





****


O wschodzie słońca mało subtelne nawoływania i pukanie w drzwi zmusiły ją do zwleczenia się z łóżka. Niechętnie zajęłą się poranną toaletą. W lustrze ujrzała dziewczynę zmęczoną, całą noc zajętą myślami o wszystkim co wydarzyło się od momentu jej wieczornej przechadzki. Z tych emocji prawie nie spała i teraz czuła to wyraźnie gdy z  trudem naciągała na siebie skromną, rdzawo-pomarańczową sukienkę i czesząc włosy, by za chwilę zapleść je w długiego do pasa warkocza. Spóźnienie to jedno, ale gdyby na niedzielnym śniadaniu i późniejszym nabożeństwie pojawiła się niechlujna jak zwykle, siostry chyba przerobiłyby ją na wędzoną szynkę.   
Angelica, dios mio, vamos!*** — Victoria, jak zwykle przypominająca damę dworu w tym idealnie zaczesanym koczku i  dbająca o każdy swój nadrobniejszy gest, bezceremonialnie wparowała do sypialni przyjaciółki i nie reagując na jej prostesty pociągnęła ją za rękę. Razem zeszły po schodach do Wielkiej Sali, gdzie przy stole jadalnym czekali już wszscy biesiadnicy- Pedro, kapitan żandarmerii, którego Angelica spotkała poprzedniej nocy, wraz z synem, siostry zakonne i ich pozostałe trzy wychowanki. Na widok dwóch dziewcząt wszyscy powstali jak jeden mąż. 
Dobrze, że już jesteście — odezwała się Matka Przełożona, siostra Cathelina, donośnym głosem — zanim odmówimy modlitwę chciałabym wam kogoś przedstawić. Kogoś specjalnego. Z łaski bożej odwiedził nas angielski misjonarz, ojciec Smith. Przywitajmy go serdecznie, bo zagości w naszym domu bożym na dłużej. 




Angelica zmarszczyłą brwi. Czy ta historia nie brzmiała znajomo? 
I wtedy zobaczyła kto siedzi u szczytu stołu. Nie zwróciła na to wcześniej uwagi, sposród obecnych jedynie młodsze pokolenie i Pedro wyróżniali się kolorem odzienia. Ale nawet ponad biało-czarną sułtanną Angelica dostrzegła ten uśmiech. Patrzył prosto na nią i nawet pomimo otępienia wywołanego zmęczeniem dziewczyna nie  miała wątpliwości co do tego kogo ma przed sobą. 
Angelica zamarła z szokiem wymalowanym na twarzy. Na szczęście w tych okolicznościach milleczenie wzięto za objaw szacunku. 
Z tym że ona nie zamierzała okazywać ani grama szacunku temu człowiekowi.  








* mierda — cholera 
** todo bien? — wszystko dobrze? 
***  Angelica, dios mio, vamos! — Angelica mój Boże, chodźmy już

4 komentarze: